13 lat temu
niedziela, 15 listopada 2009
lot po latach, lądowanie wśród kanarków
Po nieprzespanej nocy lecę cały dziń na Gran Canarię. Całkiem miła przesiadka na Luton, choć prawie z plecakiem 16kilowym weszłam do skanowania! Uszy mnie bolały, ale i tak było fajnie. Ląduję na wyspie o 17.30. Cieplutko, przyjemnie. Jade na spotkanie z Barbarą - moim hostem z Couch Surfingu i z dwoma innymi surferami. Po milionach ustaleń pośrednich finalnie cała nasz trójka ląduje u Barbary. Greczynka Daphne, jej ukochany Tom z Niemiec i ja. Lepiej chyba nie mogłam trafić. Jemy pyszną kolację (makaron z sosem ze śmietany, z cebulą i ziarnami) coś wspaniałego! Barbara z niczego wyczarowuje cuda. Idziemy na WOMAD (World of Music, Art & Dance) Padam na twarz, ale chodzenie, podrygiwanie do rytmu i piwko dobrze robią na zasiedziałe od tygodni ciało.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz