Zeszlam z jachtu po ponad dobie i zasada chyba jest taka, ze jak sie schodzi to trzeba walnac piwo i cos zjesc, bo rzuca mna na wszystkie strony i zaraz chyba puszcze pawia. Na dodatek wspaniala kawiarenka internetowa ma taka rozdzielczosc monitora (nie da sie zmienic), ze zeby naprawde sie nie shaftowac musze pisac na pelnym wyproscie rak, a dodatkowo lampka kompa, na lewo od monitora na wysokosci wrzoku daje mi prosto w oczy pieknym niebieskim swiatlem. Czad.
Mamy na Jachcie pelen zestaw! Jest Szwajcar gadajacy komicznie po angielsku, z australijskim akcentem, wyglada troche jak George Michael. (Zapomnialam dodac, ze francuz Yann to wykapany Seweryn Krajewski, tylko o troche nie pasujacym ciele, jakby przeskalowanym, pomniejszonym wzgledem glowy o szalenie przystojnej prezencji) A Artur uwaza sie za Kliffa Richarda. Szosty zalogant to pol francuz cwierc polak i cwierc nie wiem co. Jest masazysta i robi masaze za dary. Jednym z takich darow byly japonki Havayanas o 4 rozmiary za male, teraz np nosi moje o 2,5 rozmiaru za male. Jak przyszedl na lodke (myslelismy, ze skoro mowi po francusku, to ze zostal naslany przez Yanna, tak myslal Raymond i ja, ale okazalo sie ze chyba ten Szwajcar, ktory tez mowi po francusku, jutro pewnie okaze sie ze w ogole sie z Tomem /Szwajcarem/ nie znaja:D) to porozmawial z Arturem, potem zostal odeslany do nas na zewnatrz, do mnie i do Raymonda no zrobilismy odpytke, na to Yann sie pojawil na ladzie i zaczal machac, zeby po niego przyplynac, jak zwykle z plecaczkiem, usmiechem na ustach i ze slowami: ¨I eD a oT szaue¨, okazalo sie ze ma cos w stopie i ze poniewaz juz kupil butelke wody utlenionej to ze trzeba to wyjac, wiec Artur wyjal McGyvera i jakies inne szczypce, ale wystarczyla moja pensetka ze scyzorka. Jeszcze zanim przyszedl Yann, cala ta sytuacja z odpytywaniem Matiego byla tak abstrakcyjna, ze myslalam ze sie posikam ze smiechu. Smialam sie do lez, Mati na mnie patrzyl i nie mogl sie powstrzymac, a Raymond nie mial juz wyjscia. Artur sobie cos tam robil pod pokladem i jak przechodzil to tez widzialam ze caly uhahany. Wiec powrot Yanna dolal tylko oliwy do ognia. Po wysmianiu Artur wzial 6 karteczek i narysowal 3 krzyzyki i 3 ptaszki i bylo losowanie i tak Mati zostal naszym kolega z lodki, sam byl rownie sszokowany jak my, bo nawet nie przyszedl prosic o miejsce tylko o jakies wskazowki, moze sie czegos nauczyc z nawigacji, hahaha.
Szylam dzis chyba z 4 godziny, ale juz mialam dosc, myslalam ze reka mi odpadnie. Poszlam zrobic tortille. Teraz robi sie tortille z marchewka i wszystkimi warzywami jakie Wam przyjda do glowy, poddusza sie je troche i razem z podsmazonymi ziemniakami i jajkiem bach na patelnie. Wczoraj byla zupa z soczewicy i tego grochu co wyglada jak orzechy laskowe, to chyba jest cieciezyca, tak? Ta od pasztetu?
Kiedy wyplywamy? Moze jutro, moze w poniedzialek. No naciskamy, zeby jutro. Cabo Verde juz w 95% :D W niedziele wyplywa 200 jachtow z ARC. Na pewno swietnie to wyglada, ale plaze na Wyspach Zielonego Przyladka tez sa wporzo.
13 lat temu
O boze!!! Como leo el polaco, con cuatro ojos para tratar de no perderme en la idea de cada oracion, como vas saltando los temas y lo que creo que entendi es que la triplulacion son todos unos personajes, unos a los que le faltan algunos jugadores en el equipo :D :D es asi? se ve que estas divirtiendote y viviendo cosas lindas. Me pone muy pero muy feliz eso nena!!! te mando un beson y un abrazon con un poco de viento de montaña y selva...
OdpowiedzUsuńkochana ja stawiam na zielony przylądek!!!!!!! :)
OdpowiedzUsuńpo powrocie proszę o tortille :) tak, to pewnie była cieierzyca, choć jakos nie skojarzyła mi się wcześniej z orzechami laskowymi :)
OdpowiedzUsuń@carlos hehe buena practica, no? es verdad soy mala porque nunca te hablo asi, linda experiencia para los dos. si tripulentes son navegantes, crew.
OdpowiedzUsuń@magda - zaliczone!! dobrze obstawialas, warto bylo!
@basia - no problem, baklazany tez robie juz bez stresu:D