Praca, ktora znalazl dla mnie Dima, polegac miala na sprzedawaniu sniadan na Regacie Heineken. Pojechalam spotkac sie z organizatorem (pracujacy w mini stoczni nad swoja lodka obok katamaranu, przy ktorym pracuje Dimitri) tejze akcji sniadanie. Pozwolil na wlasny rachunek prowadzic sprzedaz muffinow. Wrocilam, zrobilam blache dla Jean-François`a i muffiny na piatek. Mielismy sie spotkac w poludnie by poznac sie ze wszystkimi i umowic na rano (sniadania 6-9 rano) o 12 Thomas przyjechal i powiedzial, ze reszta nie mogla, wzial numery telefonu, adres i mial sie zjawic wieczorem. Nie zadzwonil, nie zjawil, sie. A ja wstalam o 5 i o 5.30 poszlam lapac stopa do Marigot. Ciemno jak w de. Zatrzymal sie jeden namolny facet z pijanym gosciem na tylnym siedzeniu uwazajacy sie za wlasciciela SPA w Anse Marcel i koniecznie chcial mnie zabrac ze soba, a ja zdecydownie nie mialam zamiaru wsiadac do jego samochodu. Zawiozl pijanego i wrocil. Podczas dyskusji kolejnej z nim uciekl mi autobus. Nastepny przyjechal o 6.07. Trzema autobusami dojechalam finalnie do Simphson Bay, gdzie Thomas sie ucieszyl na moj widok. Okazalo sie, ze sie nie mogl skomunikowac ze swoim przyjacielem, tym co mial rano po mnie przyjechac i z ktorym razem mielismy odebrac chleb z piekarni. Chleba nie bylo. Muffiny zeszly niezle, glownie za sprawa 2 Polakow, ktorzy wzieli 10 sztuk po 2 dolary, potem jeszcze kilka kupil kto inny. Thomas podrzucil mnie swoja Dinghy do Marigot.
Kolejne dni Philipsburg i Marigot. Chodzenie z pudlem pelnym croisantow i ciastek i torba z bagietkami po kejach i dokach i sprzedawanie. Dobre pieniadze, srednio 60$ za 3h. Zadowolona jestem, ale zmeczona jak nie wiem co. Cale dnie padalam, a poniedzialek i wtorek padalo i spadlo cisnienie, wiec bylam cieniem samej siebie.
Dzis sroda. Ciut lepiej, choc nadal stan zawieszenia. W duzej mierze przez wszystko naraz. Wyjazd, pogoda, hormony kochane, etc.
13 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz