Jacht. Pelnia. Muzyka. Samotne dwugodzinne wachty. Tortola po raz drugi. Z Hérve, na zaglach tego wielkiego, w moim odczuciu, jachtu. 7,5 wezla, 90 mil w jedna noc. Taka korekta mozliwosci po rejsie atkantyckim. Poza tym w samolocie lektura w jezyku polskim! Tak, tak. W srode doszla przesylka niespodzianka od mamy. Dwie ksiazki po polsku moge swobodnie porownac z najlepszym argentynskim stekiem.
Jacht tego samego typu. Troche bardziej sfatygowany. Walka ze snem. Nad ranem wielki wielomasztowiec z Marigot plynacy z mojej prawej na silniku (my nadal na zaglach!!!), z ta sama predkoscia co my, 6 wezlow i kursem -10stopni wzgledem nas nie wykonywal zadnych manewrow, chocby tylko dla uspokojenia nas i pokazania, ze nas widzi. Ja spokoj, podostrzylam troche, co nas ciut spowolnilo i kursy staly sie odrobine mniej zbiezne. Natomiast gdy bylismy juz ok 100m od siebie, sasiad sie obudzil. Wlaczyl reflektor o zasilaniu rownemu chyba polowie Marigot i przyspieszyl. Byla 5.45, ciemno (ba poza zasiegiem reflektora), cisza, spokoj i najlepsza pobudka z mozliwych - reflektor prosto w oczy. 5 minut pozniej zostalam daleko w tyle. Hérve spal, a ja bylaz zadowolona, ze walke z reflektorem przetrwalam sama.
Tortola trzy, 28.02-1.03
Dzis Tortola po raz trzeci. Dwunastometrowy jacht, Second Wind. 3 kabiny. Moja skala. Gdybym miala jacht to taki. Naprawde mnie ujal.
Znow, jak poprzednio, z Hérve i znow ciagniemybiedna Dinghy za soba. Na szczescie tym razem tylko 5 wezlow, na silniku gora 6,5 i nie rzuca sie tak. Ostatnio byla to rzecz, ktora nie pozwalala mi sie zrelaksowac. Za kazdym razem, gdy na nia spogladalam, a wygladala jak wierzgajacy ogier, zaczynalam sie denerwowac, ze nie wciagnelismy jej na dek. Ale bylam i jestem tylko majtkiem.
Pelnia ksiezyca, jasno, spokojnie. Szybki powrot do domu z Oyster Pond. Zmeczenie po 4 dniach, jakby nie bylo, pracy. Cialo wybite z rytmu. 3 godzinna siesta w szalenie upalny dzien. I powrot do ladowej rutyny.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz