poniedziałek, 22 lutego 2010

Skwarka.

W piątek poszliśmy z Dimą i Borisem na krowią plażę snurkować.
Droga prowadzi przez góry kierunek Anse Marcel. Ok 1h drogi z domu.
Dotarliśmy, nakremowaliśmy się i do wody, każdy szukać swoich ryb.
Wyszliśmy chyba po 2h. Widziałam różne piękne ryby, małe, duże,
kolorowe. Najbardziej podobała mi się malutka czarna pełna jakby
diodowych, niebieskich punkcików. 40 minut odpoczynku w cieniu i
zrobiło mi się za gorąco, więc poszłam znowu, pożyczając płetwy
od Borisa, bo w moich pożyczonych od Daisy ustawało mi krążenie w
stopach. Zatem plan przyjęłam popłynąć bezpośrednio za skałę,
gdzie nie dopłynęłam poprzednio, a ponoć najciekawsze miejsce.
Wydawało mi się, ze najdłużej nie było mnie około godziny.
Wracając widziałam krążących ludzi. Dotarli Julie z Jordim i
Pierre, Lola oraz jej kuzynka Claudia. Przybyli z pełną miską
sałatki i sanwichami z łososiem i szynką. Jadłam szynkę! Chyba
ostatnio w Polsce jadłam szynkę! Niezła była.
Potem przyszły krowy i klacz wierzgająca. Prawie nas taranując.
Pofikała i zagoniła krowy wgłąb lądu.
Poczułam, że pieczeń ściąga mi plecy. Wróciłam z Julie.
Scięłyśmy kilka łodygoliści aloe vera. Obrałyśmy, opłukałyśmy
i do blendera z olejkami. Cały dzień się smarowałam i następny i
wczoraj zrobiłam nową miksturę. Drugi raz, idąc pływać nie
nakremowałam się. Woda wysoczewkowała słońce i lewą łopatkę i
pośladek mam deep rouge. Nogi i reszta pleców po aloe vera znacznie
lepiej.
Zapomniałam o granulkach. Co było na poparzenia słoneczne??

3 komentarze:

  1. Tu takie rzeczy sa nieosiagalne, osiagalny jest za to krzak aloe vera pod domem:) i chyba duzo lepszy. Kiedys sobie posadze w ogrodku!

    OdpowiedzUsuń
  2. dobra to może od razu sadzonkę przytachaj to posadzimy u mnie na początek.

    OdpowiedzUsuń