Market jak zwykle uroczy, mnóstwo ludzi, miejscowi czarni w
większości eleganccy, często mama, tata i pięcioro dzieci, trochę
a la niedziela, bezdomni totalny fristajl. Czarni mieszani i biali,
również żyją wtorkowym bazarem, jeśli nie sprzedając to
odwiedzając lub pomagając znajomym. Znamy coraz więcej
wystawiających się osób.
Turyści też różni, część wieczorowo z zadartymi nosami nawet nas
nie widzą, część sympatyczni, zatrzymują się, oglądają i
chwalą i nic nie kupują, pozostali nie żałują 10-20$. Wczorajsza
sprzedaż: chłopcy słabo, ja - ciasto z gównianej mąki od
chińczyka totalny zakalec, nie kwalifikował się, ble, także nic
wczoraj nie sprzedałam. Na szczęcie Pierre (znajomy właściciel
butiku) znalazł nam chętną do dzielenia stoiska. My 21,5$ i drugie
pół sąsiadka, która okazała się być holenderką z Amsterdamu z
prawie trzyletnią córeczką pod pachą, która przespała pół
wieczoru w torbie z ciuchami na sprzedaż. Pucol z lokami do ramion w
przepięknej sukienusi za 25$ ze stoiska mamy.
Mati z Jordim zarobili więcej grając na gitarze, hehe, przyjemne z
pożytecznym.
12 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz