market wtorkowy. Liczba nowych naszyjników i wełnianych "porponetek"
może lepiej odmierza czas, a może mniej groźnie, ciut wolniej.
Każdy dzień jest wypełniony czynnościami i wrażeniami, których
nie żałuję i za które codzień dziękuję. Wiem jednak, że mam
wiedzę, energię i siłę, by robić dużo więcej.
Spacerem ze sklepu. Drogą od strony wody. Plażą. Taka gra, moje
prywatne memo, zgadywanie, które plażowe podwórko jest parą
którego domu od strony ulicy. Czasem wydaje mi się, że to dwie
drogi, w przeciwnych kierunkach, nie mające ze sobą nic wspólnego
poza tą samą prostą.
Plaża, schodki, taraz na podporach, drzwi, biały mur z niebieską,
skorodowaną furtką. Dwa psy, jeden z nich szczeniak o błękitnych,
magicznych oczach. Bar, leżaki, balkon, zapach jedzenia. Dziś fala
zjada plażę, woda pod leżakami pcha się pod mur.
Nierzeczywiste życie, rzecztwista abstrakcja. Senna rzeczywistość.
Domek z kart nie wytrzymuje próby czasu. Karty spadają jedna po
drugiej do wody. Serce drży, zacina tormenta łez. Samotność i jej
perfekcyjne wyczucie. Przychodzi, gdy nie ma niczyich oczu, uszu,
ramion. Bez świadków. Cwana sztuka.
quiero que sepas que lei y busque entender este texto, que es muy bueno y muy profundo. Especialmente el ultimo parrafo. Y que tambien tengo muchas cosas para decir. Pero todo a su tiempo, no tiene mucho sentido hacerlo ahora. Solo digo que la vida esta lleno de grises...
OdpowiedzUsuńespero el dia de escucharlo entonces. Gracias por buscar entenderlo, que tiene mucho valor para mi. Un abrazo Carlosie.
OdpowiedzUsuń