mijaliśmy cargo. Zapytaliśmy przez radio o prognozę. Kolejne 3 dni
bez wiatru. Na paliwie możemy zrobić 100 mil. Zostaje 570, których
nie da sie przepłynąć w 3 dni, choćby nie wiem jak piździło.
Najbardziej boli, że nie mogę wysłać żadnej informacji, choć wiem
to już dziś, 7 dni wcześniej.
Najchetniej zapadłabym w sen zimowy na te dni, by nie mysleć, bo nic
nie mogę zrobić i tylko się zatruwam. A nigdy nic nie wiadomo, co
tam gwiazdy piszą.
22 z minutami. Wiatr, wietrzyk, wraca na swój stały kierunek, płn-
wsch. Może to znak, że wracają normalne warunki. Choćby 2 węzły
na genui byłyby uzdrawiające. Trzy ostatnie dni przemieściliśmy
się 30 mil na silniku.
Wszyscy śpią. Nicnierobienie i wielkie nic okrutnie męczy, głównie
głowę. Piszę "głowę", a oczyma wyobraźni widzę domowe gołąbki,
choć od południa podświadomie przyżądzam placki ziemniaczane. Taki
stan umysłu osiągnęłam. Żal robić herbatę, bo nie wiadomo na ile
starczy gaz, a bez gazu trochę jak bez ręki. Soczewica z fasolą
(nasze podstawowe menu) z jajkiem. Bez gazu. Mmm.
Marzę sobie spokojnie o pływąjacych wyspach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz