CD:
Płyniemy docelowo do St.Martin, ale odwiedzając po kolei wyspy na
Karaibach. Zastanawiam się, czy nie wysiąść w Granadzie. Blisko do
Trynidad i Tobago i do wysp Wenezueli. Święta nie wiem co i jak, ale
w zasadzie jakie to ma znaczenie, jeśli nie ma mnie w domu? No i może
za miesiąc będę leciała właśnie do Limy.
Piątek, 27 listopada.
Oglądamy siódmego samuraja czy siedmiu samurajów. Cuż za abstrakt!
Zmęczona jestem bardzo, dziś popołudniu spałam tylko 1,5h, a
powietrze, słońce i ciągły ruch jachtu zaskakująco wyciąga
energię. Zatoki mi się odblokowują, ale zapach papierosów
doprowadza do szału. Yann nakleił sobie dziś Nikorette..
Buja mocno, silnik pracuje trzecią godzinę.
Tęsknię za moim archipelagiem dziwności, za chwilami na Krasickiego.
Sobota, 28 listopada
Nasza łupinka nie jest duża, ale podzieleni na wachty często bywa,
że mijamy się do tego stopnia, że spotykamy się tylko na posiłach.
Tak, w kokpicie często przebywa 1 osoba, w mesie 2, a reszta śpi.
Życie na jachcie wydaje się raczej spokojne i monotonne. Gdy tylko
słychać zębatkę żyłki, wszyscy nagle są na miejscu, włącznie
ze szczekającą Ahrow. Poza psem, cisza, oczekiwanie. Nie było
jeszcze rybki, ale zwinęła nam butelkę CocaColi, któą chłopcy
przytwierdzili przy haczyku dla obciążenia, w tajemnicy przed
Arthurem. Tajemnicą jest również przemycanie ciasteczek "María",
gdy śpi jak zabity. Wygląda przy tym jak chłopczyk. Gdy mamy go
budzić o 3 wszyscy pokolei próbują, z marnym rezultatem.
Potrząsanie za ramię i powtarzanie "Arfa" lub "Artiur" nie działa.
Wczoraj Mati wymyślił granie na flecie (ma ze sobą), naśladowanie
statku podziałało. Dziś grał całą piosenkę, a Yann i Sully
śpiewali i nic.
Wstawanie na wachtę 3-9 rano dramatyczne.
Zdecydowaliśmy wczoraj płynąć bezpośrednio do Trynidad i Tobago,
ograniczając jedzenie (okazało się, że Sully i Mati mają ogromne
niezaspokojone żołądki), dziś jednak zapadła decyzja, że Zielony
Przylądek, bo trzeba uzupełnić zbiorniki i spiżarnię. Cieszę
się, bo powiedziałam Wam, że do zobaczenia za 6 dni. Świadomość
lądu niebawem, a na nim "oT szałe" wywołała taką euforię, że
cała francuska trójca złapała za wiadra i poleciała na dek się
umyć. Zmiana decyzji oznacza również dzień w plecy, bo wczoraj
płynęliśmy już na zachód.
Miło, że zawitamy na Wyspy Zielonego Przylądka. Skończyły się
przynajmniej awantury, że chłopaki za dużo jedzą (2xtyle co ja).
Pędzimy po ciasteczka María! Kupić bilety lotnicze. Raymond ma
doła, bo w ogóle nie czytał nic o Brazylii i się wkurza, że nie
zdąży do Río na święta, gdzie ma się spotkać z przyjaciółmi,
bo planował zdążyć zwiedzić selvę w okolicach Manaos przedtem.
Raz na 1, 2 dni pojawia się muyka w głośnikach, dźwięk garnka
ciśnieniowego, drący się Arthur to odgłosy naszego światka.
W niedzielę została upolowana ryba. Godzinę chyba ściągaliśmy ją
(żyłka jest wypuszczana na ok 100m, może więcej), 3 osoby
naciągając, zwijając, etc. i jak ukazała nam się ryba (daulphin
fish), piękna, niebiesla, z żółtą głową, z 60cm długości,
Arthur sięgał już po nią i żyłka pękła! A zaczęła brać, gdy
jedliśmy przy stole tuńczyka na obiad i Arthur powiedział: "Ta
fasola miała być do złowionej ryby"
Znów zatoki. Spałam pół dnia. Dziś jest pięknie. Mamy zupę
rybną z latających ryb, które wleciały na pokład bidulki.
Wtorek, 1 grudnia.
Jaka jest w Polsce pogoda? O której robi się ciemno? Mam ochotę
pójść do Aldka po zakupy, a potem przygotować np. musakę.
Położyć się na łóżku, zawołać kota i poczytać książkę.
Upiec ciasto. Pierwsze ciasto w białym piekarniku. Już nie wspomnę o
wypiciu pysznej kawy z pianką. Czas się dłuży, stąd tęsknota,
nadmiernie pobudzona hormonami zaprzyjaźnionymi z nostalgią. Ale
niebawem Cabo Verde, doza uczuć i kontaktu ze światem. Zakup biletu,
pływanie, gorący prysznic. Może 8h snu.
Środa, 2 grudnia.
Zostaje kilka godzin do lądu. Znaleziony o 4.30 nad ranem w ipodzie
Jacek Kleif, pełnia. Super nostalgia. Cieszę się, że jestem
dzieckiem solidarności. Tydzień temu zastanawiałam się dlaczego nie
mieszkam w Las Palmas, a dziś tęsknię za moim szarym deszczowym,
zmęczonym krajem.
Śniło mi się, że jeździłam na łyżwach i dotykałam wieloryba.
30 listopada. Mamy kotka!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz