piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok, grunt pod nogami!

> Jestem :) minus ~7kg, plus 840h doświadczeń.
>
> Nowy Rok rozpoczęliśmy 40 minutowym spacerem z plecakami.
> Poszukując chińskiej restauracji, krążąc pogubieni w końcu
> znaleźliśmy mały, rodzinny bar, gdzie muzyka ryczała i wszyscy
> świętowali tańcząc, tutejsza najniższa klasa, murzynki o
> biodrach mierzących 200 cm. Dobrzy ludzie. Poprosiliśmy ich o jedzen
> ie i przestali tańczyć, przygotowali nam kurczaka z chlebkami
> smażonymi w oleju. Piliśmy piwo. Był ketchup i majonez. W 5
> zjedliśmy połówkę dużego słoika. Będzie dokumentacja
> zdjęciowa. Potem tańczyliśmy razem. Kumbię. Doradzali zostać do
> 5, bo zaczyna świtać i wampiry idą spać (pijani wariaci). Ale o 3
> juz padaliśmy z nóg, więc zaprowadzili nas do mariny i pokazali
> bezpieczne chidniki do spania. Spaliśmy pod stołami ogródka
> restauracji. Obudził nas ok. 6.45 sprzątacz chlupiąc dyskretnie w
> oddali wodą. Spałam na betonie lepiej niż na dmuchanym materacu
> ostatni miesiąc.
>
> Dobrze zaczęty rok. Zostaliśmy razem do rana, żegnaliśmy się
> milion razy, a potem jeszcze widywalismy. Dziś nocuję z Yannem w Fan
> tastic Guests House, a w pokoju obok Kasia:) Polka rozpoczynająca dz
> iś 4 miesięczną podróż. W 30 minut zalałam ją moją
> pogniecioną polszczyzną. Mój dobry duszek. Wspólna kolacja. Miło.

1 komentarz: