piątek, 1 stycznia 2010

Z podróży, 14 grudnia.

Koniec poniedziałku, za pół godziny zaczynamy wtorek 15 grudnia.
Proszę jak leci czas! Jakiekolwiek obliczenia średniej prędkości,
pozostałego dystansu w zależności od prędkości biorą w łeb.
Zostało 940 mil, mniej niż połowa jedzenia, gazu i wody. Lot
Trinidad-Puertorico-Lima 26 grudnia jako ostateczna możliwość
dotarcia na czas do Cuzco okazuje sie być terminem mocno napiętym,
choć wstępne obliczenia na Cabo Verde dawały 7 dni zapasu. Płyniemy
bezpośrednio do St.Martin, więc jeszcze muszę przebukować bilet lub
dokupić St.Martin-Puertorico załatwiając jednocześnie możliwość
skorzystania z lotu Puertrico-Lima wsiadając w Puertorico, nie w
Trinidad jak zapewnia kupiony bilet.
Któregoś dnia Arthur wyciągnął skądś drukarkę. Zastanawiamy
się czy niedługo wytaszczy choinkę.
Mija 11 wachta nocna. O dziwo wieje i na samej genui osiągnęliśmy
średnią prędkość wachty 4 węzły. Lunął tropikalny deszcz, po
deszczu wrócił wiatr z niesamowicie gorącymi garściami podmuchów.
Jutro stawiamy z powrotem grota, po wymianie lin i bedziemy cisnąć do
średniej 5 równocześnie tańcząc taniec wiatru.
Noc minęła szybko.

1 komentarz:

  1. Hehe, que guacho el viento! :)

    Yo no te culpo de nada eh! Quedate tranqui. Salio asi y ya esta, es parte de lo que es un viaje asi.

    OdpowiedzUsuń