poniedziałek, 4 stycznia 2010

Apteka, waga i żurawina.

Drugi dzień na lądzie, po wiaderku kawy i francuskich przysmakach,
które do dziś są moją dzienną dawką luksusu. Podobnie jak
łóżko, choć jakoś łatwiej jest dzielić kabiny, gdy nikt się nie
myje i wszystkim jest wszystko jedno. Teraz jest cywilizacja
oznaczająca małżeńskie łóżko i lazienka bez sufitu dzielona z
Yannem. Nawet juz bąka nie wypada puścić i jakoś tak łyso
przeciągać się rozkosznie o poranku, z gołą francuską klatą obok.

1 komentarz: