piątek, 1 stycznia 2010

Z podróży, 21 grudnia.

655 mil. Silnika używamy raczej do naładowania baterii niż do
przemieszczania się. Tankowce i cargo, widziane tej nocy, nie
odpowiadają. Nie znamy aktualnej pogody. W dzień woda dawała
nadzieję. Pojawiły się oceaniczne fale, kawałek przepłynęliśmy
na genui z prędkością 1,5 węzła, ale wiatr nadal ma nie ten
kierunek i jest za słaby, by z niego korzystać.

Soczewica wg szefa zjadliwa tylko o smaku tabasco. A potem sobie leżę
5h i nie mogę zasnąć. Żeby chociaż na obiad takie ciężary.

Męczy psychicznie to stanie. Dziś rozpoczął się 5 dzień. Wg
prognozy sprzed 2 dni z cargo, dziś lub jutro powinny wrócić
normalne warunki.

Koniec gazu. Początek wiatru. Walka o rybę. Lepsze sushi niż surowa
fasola, czy ryż. Jest jeszcze mikrofala i jajka. Może podczas
działania silnika. Może. Wszystko jest bardzo może, na morzu, na tym
jachcie.

Ostatnia wyśmienita zupa jaś-fasolowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz