piątek, 1 stycznia 2010

Z podróży, 23 grudnia.

Znów sen o porcie. Nagle pojawiły się kotwiczące jachty i inne
łódki. Potem próby komunikowania się, bardzo utrudnione, podobnie
jak próby wzięcia prysznica. Blok-dom pełen mieszkań - pokoi i
dziwnych ludzi, kobieta z kwiaciarnią w salonie, młody mężczyzna -
tłumacz Cortazara (nie ważne, ze w moim wieku, góra 5 lat starszy po
Akademii Morskiej). Facet z 4-ego, który pomagał Gawłowi naprawiać
samochód z jeszcze jednym sąsiadem, bo wyciekł cały olej. A jak
zorientowałam się, że wystarczy włączyć telefon, żeby się z
Wami skontaktować, to okazało się, że znów jestem pieprzone 637mil
od St.Martin.
Z okazji osłabnięcia wiatru metodą Gandalfa opuściliśmy żagle,
dzięki czemu zdryfowaliśmy ok 7 mil wstecz.
7 dzień. Oszaleję, albo mnie oświeci.

Raymond pachnie świeżym kozim serem.

Drugi turnus z Cortazarem. Myślałam, że czytany w natłoku pracy w
mojej niedzielnej mingowej samotni pół roku temu może nie trafił
najlepiej lub, że może zapomniałam. Nie zapomniałam. Balsam dla
kołaczącej i naprzemian zrezygnowanej duszy.

Rozmawialiśmy ze statkiem Cala Palma. Czy cala po grecku znaczy
dobrze? Ładny był ten statek. Zaledwie milę od nas, ogromny,
czerwony, na górze biały i ta nazwa z choinki!

Prognoza mówi, że tu gdzie jesteśmy 5 dni bez wiatru. Wiatr 240 mil
na południe. To wszystko znaczy, że 11 dni brzmi logicznie. Na
północy był spory sztorm, a my znajdujemy się w wyżu, stąd
słabość, bądź nieobecność wiatru.

Od dziś jesteśmy ośmioma głowami. Zatrzymał się z nami malusi
ptaszek. Może nam coś powie jutro.

2 komentarze:

  1. ,,pachnie świeżym kozim serem"" to nas zabiło:)
    ciekawe gdzie go wąchałaś:)-to TOMEK:)
    dzielna dziewczynka z ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wąchałam z odległości 50 cm :)

    OdpowiedzUsuń