sobota, 9 stycznia 2010

Wyspa na Karaibach, czyli St.Martin welcome to.

Po przyjeździe byłam wygłodzona i słaba, tak, że po zmroku
zakładałam dżinsy i bluzę lub apaszkę i z zazdrością patrzyłam
na Kasię, Jordiego i Dimę. Od paru dni szorty lub mini i krótki
rękaw zdają egzamin całą dobę. No i śpię pod samym
prześcieradłem. Choć mogę równie dobrze spać pod śpiworem.
Mati ma teorię, że ludzie z krajów, gdzie jest zimno, nawet jak są
na Karaibach śpią pod śpiworem, nie ze względu na temperaturę,
tylko na potrzebę czucia wagi nakrycia, które waży więcej niż
prześcieradło. Opowiadał mi, że miał dziewczynę z Czech. Gdy
razem spali, on, który dzieciństwo spedził na Wybrzeżu Kości
Słoniowej spał odkryty, a ona śpiąca całą noc zakryta po uszy,
rano, gdy było jej za gorąco, zrzucała na niego, zmarzniętego całe
nagrzane przykrycie.

Tu upal spowalnia i wysysa energie. Moze dlatego mieszkancy są, żeby
nie powiedzieć powolni, zrelaksowani.
Zawsze wyprzedza ich taka swoista dostojność. Zwłaszcza wsród
czarnoskórych. Jakby tym nadrabić braki edukacyjno-kulturalne. Są
prości i dumni. Chodzą wyprostowani bez pośpiechu, take your time
madam. Choćy nie wiem jak big mama zazwyczaj uczesana (czytaj: nigdy
naturalne sprężynki), jakaś złota lub pozłacana biżuteria.
Spokój, gestykulacja współgrająca płynnie z prostą sylwetką. Aż
ciarki przechodzą. Pary mieszane, często czarna kobieta i biały
mężczyzna. Na razie współżycie wydaje mi się pokojowe. Dużo jest
też francuzów kontynentalnych prowadzących tu biznes, sklepy,
restauracje, itp.
Wczoraj byliśmy na kolacji u jednego Francuza (skipper Dimy z boat
delivery sprzed 2 dni) z jego znajomymi Lolą (katalonka, profesorka w
przedszkolu prywatnym w Marigot) i Pierem (bretończyk, tłumacz
przysięgły, fr.-ang.-hiszp.). Rozmawiałam z Lolą (oni mieszkają tu
od roku) i poznałam trochę realiów.
Ogrom dzieci bierze się stąd, że we Francji każda matka dostaje
zasiłek w wysokości, uwaga, 300€ miesięcznie!!! Zapomnieli zdaje
się, że tu jest trochę inna mentalność. Nikt nie pracuje, bo za 5
dzieci ma się 1500€ miesięcznie, a ryż jest tani. W jej prywatnym
przedszkolu są autystyczne dzieci, bo rodzice w ogóle z nimi nie
rozmawiają. A szkoły publiczne mają wolne środy i zajęcia są od
8-13. Poziom dramatycznie niski. Dawali korepetycje synowi
sprzątaczki. 17-stolatek nie potrafił dokonać analizy prostego
tekstu. Studia? Jest jeden instytut na wyspie, a najbliżej na
Guadalupę, gdzie jest uniwerek.
I tak płynie tu życie. Powoli i leniwie, pieniądze robią nieliczni
i kontynentalni, a pozostali nawet nie biorą się za rękodzieło, jak
w równie biednej Ameryce Południowej, bo po co, skoro rząd płaci
zasiłki. Już podsumowaliśmy ostatnio, że Unia jest wymyślona dla
wygody bogatych. A biedni plączą się gdzieś pomiędzy ustawami.
Szczególik, Francja zapomniała, że ma wyspy na Karaibach..

Język.
Wszyscy lokalni znają przynajmniej francuski i angielski! Co we
Francji jest rzadko spotykane, przynajmniej w formie zrozumiałej (np.
Yann)
Good Aftenun madam, boN soire, pardon, please stop driver w busach.
BoN anEe, hApi new year fOr you. Nie wymawiane r i charakterystyczny
akcent powodują, że trudno rozróżnić, czy mówią akurat po
angielsku, francusku, czy hiszpańsku (dużo emigrantów z Dominikany),
a creolski to cudna mieszanka wszystkich 3. W części holenderskiej
mówi się językiem na Pe, nie pamiętam nazwy., skreolizowany
hiszpański, zdaje się mieszanka z duńskim, język Curacao.

Komunikacja.
Busy - vany 12 osób plus driver. Cena w zależności od dystansu,
często płynna od 1-2,5$, wymiana 1to1 $-€ (tak jak chińskie
marketu i restauracje) zatrzymują się wszędzie zarówno, by zabrać
jak i wysasadzić pasażera. Chyba, że się nie zatrzymują, choć 3
poprzednie dni się zatrzymywały w tym samym miejscu... Jak chce się
wysiąść należy donośnym głosem powiedzieć: bas stap, stap
please, driver stap, albo jak się jest zbuntowanym czarnoskórym
nastolatkiem wrzasnąć w ostatniej chwili: STAP!!! No i bus stap, a
wszyscy z zębami w zagłówkach sąsiada z przodu... W busach
francuski na wejsciu i owszem, ale zatrzymywanie? Nigdy nie słyszałam
arrete.
Ruch jest szalony, więc trzeba mieć oczy dookoła głowy, ale równie
często zatrzymują się, przepuszczając z krótkim porozumiewawczym
trąbnięciem lub przepuszczając pieszych, życząc miłego
popołudnia. Tzw. Keeping good vibs on (Podtrzymywanie dobrych
wibracji).
Autostop, ok, al do zmroku, potem ewentualnie jak się jest w
pojedynkę, czego nie próbuję. Albo z Sullym, dzieckiem szczęścia.

Waluta.
Oficjalnie część fransuska - euro, ale wszędzie przyjmują dolary.
W bankomatach tylko euro. Czesto wymiana 1-1, więc oczywiście lepiej
płacić dolarami. Poczta, niektóre bary i sklepy euro no rompe el
bolsillo. W części holenderskiej miejscowe FLN, dolary lub euro. W
bankomatach dostępne wszystkie 3 waluty. Taniej.

Pogoda. Wczoraj zimno (nasza zima = zima tu), temperatura 26 stopni,
woda 28.. Chmury, przedwczoraj padało, co dało efekt sauny parowej.
Tudzież coś a la Buenos Aires (nadal nigdy tam nie byłam latem!!).

5 komentarzy:

  1. ciekawe, ciekawe, prosimy o jak najwięcej takich relacji!

    OdpowiedzUsuń
  2. PAPIAMENTO!!! :D

    Lindo post, lo lei por la mitad, despues lo sigo, entiendo todo :))

    Como andas loca? Mañana te llamo dale? Besos!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie, będzie, bo im dłużej tu jestem, tym więcej sprzeczności widzę. Coraz trudniej się zrelaksować, cholera.

    Me alegro que el polaco te va bien! Tutto bene:) dale, el celu esta en plena forma:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Y si, wczoraj tu sauna parowe było. Rano 39 stopni, padał trochę i potem...SAUNA STAP!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na szczescie tu nie ma takich szalonych temperato, tylko zimowy chlod ponizej 30. Deszcze przypominaja nawilzacz raczej niz opad wody.

    OdpowiedzUsuń