czwartek, 14 stycznia 2010

Zegar biologiczny.

Nie do pomyślenia, że z braku paracetamolu, położyłam się wczoraj spać około północy z bólem rozsadzającym czaszkę (wyprawa do szpitala na badanie moczu, a potem pomaganie Ralfowi dało efekt lekkiego udaru i przypieczenia dekoltu - bez choćy kremowej pietnastki), a dziś, 7 rano bez budzika, rozkoszna pobudka i chęć rozpoczęcia dnia, tuż po wschodzie słońca. Cieszy mnie nowa świadomość mojego ciała i jego możliwości, gdy nie jest obciążone stresem. Zegar biologiczny tyka zadowolony w swoim rytmie.
Po pewnym czasie życia w harmonii, jasnym jest, że za nic nie wrócę do rytmu sprzed wyjazdu i że za żadne skarby nie dam się wciągnąć w wir zwariowanej cywilizacji. Myślę, że da się godnie pracować w tym naszym zimnym kraju. Spróbuję.

1 komentarz: