wtorek, 5 stycznia 2010

Ludzie.

Ludzie.
Ralf. Lokalna osobowość. Niemiec z Republiki Południowej Afryki.
Przypłynął do St. Martin 10 lat temu jachtem i został. Uważa się za murzyna w białej skórze. Ma około 49 lat, alkoholik, narkoman. Ralfa spotyka się zawsze i wszędzie. Szlaja się z nami wszędzie, a potem to w zasadzie my szlajamy się z nim, bo zna dużo ciekawych zakamarków i chyba 3/4 ludzi na wyspie. Nawija jak katarynka. Jest za naturą i przeciw cywilizacji. Wrażliwy i sprytny. Wariat. Es un loco
pero buena gente.

Dimitri i Jordi. W Las Palmas, u Barbary w domu, zanim przyjechałam, miesiąc czasu mieszkali Jordi i Dimitri, katalończyk i francuz.
Szukali jachtu przez Atlantyk, znaleźli, popłynęli. Na podstawie ich ogłoszenia napisałam swoje. Widziałam ich zdjęcia ze wspólnego wyjazdu z dziewczynami (Bar i jej koleżanki) na Teneryfę. Jordi wyglądał groźnie, Dimitri jak amorek, a, że okazał się gorącym zauroczeniem Barbary (i vice versa), tak też był opisywany. Głowa
Pełna loków. Przyjaciele, któzy poznali się w Turcji i Grecji i od
tamtej pory podróżują razem.
Gdy dotarłam na Gran Canarię, chłopcy byli już w drodze. Trzy dni temu z Kasia i Yannem pojechaliśmy na plażę Orion Bay. Wysiedliśmy z autobusu i zaczęliśmy iść drogą do morza, ja umierająca na siódme poty, tak mi chciało siusiu (nerki filtruję),
więc pierwsza restauracja wc stop. Wychodzę, a Yann rozmawia z gośćmi, którzy jechali z nami busem i którym dawał ognia jak wchodziłam do wc.
-Cześć, cześć,
-I'm Dimitri. (myślę:}{}{}{!!!!ZzZZZZdzzZ).
-A ty?
-Jordi.
-A ja spałam również u Barbary w Las Palmas! Kolejny zbieg okoliczności. Nie mały. Spędziliśmy fantastyczny dzień na plaży. Potem kolację i wieczór.
Rejs chłopaków był przez Sao Vicente na Cabo Verde do Trynidad. Potem dostali się do Tobago i chyba samolotem do St. Martin. Robią biżuterię i boat delivery. Chcieli zwiedzić Meksyk, a potem Amerykę Południową, ale tu nie jest tak hop siup. Może Santo Domingo, Cuba...

Wczoraj 3/4 dnia szukaliśmy mieszkania. A dziś podpisaliśmy umowę.
Mamy dom w Grand Case z Dimitrim, Jordim i Matim.

Mati. Człowiek z buszu, człowiek z drzewa. Medytujący masażysta. Najbardziej skomplikowany prosty człowiek jakiego spotkałan do dziś. Jak już chyba pisałam dla Matiego wszystko jest możliwe. Szuka na
świecie miejsca, gdzie będzie mógł zbudować swój dom z gliny np. I wychowywać dzieci. Żyjąc nie niszcząc natury. Mówi, że po zejściu z jachtu budzi się w nocy i je jak opętany i/albo pali papierosy.

4 komentarze:

  1. świat to jedna wielka globalna wioska!!! to trzeba stwierdzic , chociaz niektore jej zakamarki sa poza zasięgiem telefonów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. el aleman ese debe ser un fenomeno, se fue de alemania a vivir a una isla, en que mundo vivimos ehh, que lindo.

    que interesante si otros tienen sus diarios de viaje para ver lo que escriben de vos! hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. noo, no tienen:) quieren el mio en ingles:) el aleman vivio toda la vida en sudafrica! por eso tambien se cree ser negro:)

    OdpowiedzUsuń
  4. jeje, entonces es un Afrikaner ;)
    http://en.wikipedia.org/wiki/Afrikaner

    OdpowiedzUsuń